W czasie wyprawy łącznie zostało pokonanych blisko 1500 mil(!) w autobusie, 115 mil pociągiem, 14 mil pontonem na wodzie i 6 mil pieszo. Zdjęcia z wyprawy na Alaskę udostępnił Geographerowi – Polonijny Klub Podróżnika – nasz Partner. Zdjęć zrobiono tak dużo, że podzieliliśmy je na kilka tematów, m.in. w jedno wrzuciliśmy krajobrazy, osobno prezentujemy faunę tego stanu. Na rzece Nenana, 160 km poniżej mostu The Mears Memorial Bridge, rozpoczął się kolejny etap wyprawy – spływ pontonowy. Ze zdjęć zrobionych w czasie spływu wyodrębniliśmy kolejny temat. Klikajcie, oglądajcie, piszcie komentarze (redakcja@geographer.pl). Wszystkie przekażemy autorom zdjęć. W czasie wyprawy trwał konkurs na najlepsze zdjęcia. Wygrała go (i odebrała nagrodę 200 dol.) Małgorzata Drybka za serię zdjęć Orły.
Istniejące już w średniowieczu mia- sto, niegdyś typowo obronne, dzięki zabytkowej architekturze, w tym ciągom mieszczańskich kamienic, kościołów, wież, jest niezwykle foto- geniczne. Więcej. Często zamienia się w plan filmowy (m.in. „Czterej pancerni i pies”, „Pierwszy dzień wolności”, „Nowy Jork czwarta rano”, „Sezon na leszcza”, „Stacja”, „Boża podszewka”).
Najbardziej nieprawdopodobna histo- ria jaką znalazłam w przewodniku o Kownie to info, że statystycznie ko- wieńczyk jest właścicielem największej ilości samochodów w porównaniu z mieszkańcami innych części świata. W każdym razie nocą aż tak dużo ich nie widać, za to uroki miasta, w świetle ulicznych lamp, wydobyła Bożena Zaborowska – wilnianka, studentka lituanistyki w Kownie.
Wenecja to jedno z najpiękniejszych miast świata i zewsząd ściągają do niej turyści, nie słabnie też jej po- pularność wśród nowożeńców i mimo że każdy z nas ma wyobrażenie tego wybudowanego na wodzie miasta – kanałów, pływających po nich gondoli, romantycznych gondolierów, każde kolejne zdjęcie to inne spojrzenie na to miasto. Zapraszamy do obejrzenia naszej fotogalerii.
W Korei dostaliśmy mnóstwo drobnych prezentów, prawie zawsze w postaci jedzenia. A to bakłażan od starszej pani sprzedającej warzywa, a to dodatkowe ciastko w piekarni, innym razem lody w „Family Mart” czy mrożoną kawę od właściciela kawiarni. Jak już mówiłam, Korea to jedno z najbardziej przyjaznych miejsc, w jakich kiedykolwiek byliśmy.